Naucz człowieka kochać, wiarę pojmie od razu – niby taka prosta sprawa.
Krótka historia o metodach wychowawczych rodziców, którzy przygotowują swoje dzieciaki do Pierwszej Komunii Świętej.
Czwartek dzień spotkań dzieci w salce katechetycznej, które mają służyć (choć małym stopniu) poznaniu (wagi) cudu jakiego dostąpią. Będąc „starszym kochającym bratem” wypełniłem wolę mamy i odprowadziłem brata na „Spotkanie z Bogiem” (wolałem określenie katecheza, choć druga wersja lepiej przemawia do główek dziewięciolatków), a nie mając nic do roboty zostałem. Muszę przyznać, że te spotkania nie budzą u mnie zastrzeżeń. Proboszcz jest konkretny i mówi o rzeczach pięknych w sposób prosty i zrozumiały, a to owocuje w skupione twarze małych słuchaczy. Po spotkaniu dzieci wędrują do szatni po swoje ubranka i te, które są dojrzalsze bądź nie mają wyboru ruszają do domu same. Reszta cierpliwie oczekuje rodziców, którzy otępiale wracają ze sklepów, aby odebrać swoje pociechy. Właśnie wtedy zostałem świadkiem dialogu. Geniusz rodzica zweryfikujcie sami.
- Mamo, kup mi chipsy.
- Nie.
- Kup mi.
- Nie.
- Kup, no…
- Bądź grzeczna, bo zejdzie Jezus z krzyża i Cię zje.
(cisza)
Co mogę powiedzieć? W pierwszej chwili myślałem, że to żart. Niestety nie.
Nie wiem co pomyślało sobie w tym momencie dziecko, które jakieś 12 min temu usłyszało, że Pan Jezus umarł za nas na krzyżu i dlatego przemawia przez niego jedynie miłość. Nie wiem skąd taka przestroga u rodzica i nie wiem po co prowadzi dziecko na tego typu spotkania skoro obala całą potęgę wiary w jednej chwili. Wiem jedno, nie miałem czasu, aby podjąć się dyskusji z tym rodzicem, a teraz tego żałuję.
Na koniec grafika, która będzie puentą mojego oburzenia. Jak się bać Jezusa to się go bać, nie?



No comments
RSS dla komentarzy tego wpisu