(Troszkę się napracowałem, żeby móc to napisać. Nie każdy lubi rozmawiać o tego typu sprawach z przypadkowo napotkanym przechodniem, ale niektórzy ludzie byli skłonni mi odpowiedzieć. Wszyscy zgodzili się abym ich na nagrał. Był jeden warunek pełna anonimowość. Toteż ani opisu sylwetki, ani niczego innego.)

Większość odpowie stanowczo NIE.

Trzeba być miłosiernym pomagać innym, potrzebującym. Oni są owocami naszej pracy, to dzięki nim jestem.

On też jest człowiekiem.

Broń boże, miałabym przejść obok i nie pomóc. To sprzeczne z moją naturą.
(pozerka)

Mój ojciec jest jednym z nich, ale mimo wszystko to ojciec.
(temu panu jestem skłonny uwierzyć)

Zabawne, teraz małe podsumowanie poparte obserwacjami:

Bo dlaczego by nie pomóc? Przecież to człowiek. Nie różni się ode mnie niczym, prócz tego, że upadł i nie ma siły samodzielnie wstać.

Szczerze, jakoś nie wierzę w prawdziwość tych wypowiedzi. Nie wierzę, że (po to tego typu słowach) będzie pomagał zataczającemu się menelowi czy narkomanowi, który stara się wygrzebać ze swoich rzygowin. Napadnie go obrzydzenie, niechęć, zdegustowanie. Podświadomie zacznie się porównywać do niego i odkryje, że jest „lepszym” więc nie ma sensu zaniżać swego statusu pochylając się nad takim osobnikiem. Drążąc dalej myśli nad swoją wyższością „ten tam” stanie się obiektem drwin, ułomnych dowcipów. Po chwili pewna refleksja i automatyczna obrona.

Ale dlaczego nie pomóc? Nie zrozumie. Pomogę mu, a jutro zrobi to samo. Zresztą nie wiadomo czy dożyje jutra.
A jeżeli zrozumie? Nie, to nie możliwe. Oni i tak mają wyżarty mózg od tego gówna. Poza tym nawet jak mu pomogę to w nagrodę mnie jeszcze okradnie albo obije mordę.

Tak strach i wewnętrzna odraza zwycięży, ale mówić o pomocy trzeba w końcu dbamy o wizerunek. To wszystko doprowadzi nas do czynnej obojętności.

Znajdą się oczywiście tacy, którzy odpowiedzą TAK.

Panie, takiego to do obozu pracy, niech się nauczy robić to mu ze łba wylecą te wszystkie nawyki. Ja ciężko pracuje i nie mam wiele więcej od niego. Ten coś ukradnie, napadnie i będzie żył jak żyje. Czasami to się nawet ciesze, że nie mam broni… zajebałbym gnoi.

Ten człowiek był przynajmniej szczery i za to jestem mu wdzięczny. Tylko czym jesteśmy? Zwierzętami kierującymi się „doborem naturalnym” i brakiem jakiejkolwiek wrażliwości, można i tak. Nie dałem jednak za wygraną i powróciłem do tematu pracy….

- Pan dałby takiemu pracę?
- Skąd, jeszcze by coś ukradł albo przyszedł jednego dnia i więcej się nie pojawił.

Chyba nie trzeba nic dodawać.

W moim przekonaniu sztuczność jakiejkolwiek pomocy jest tak ogromna, że ciężko mi ją pojąć choć minął już miesiąc od ostatniej rozmowy.

Też nie pochyliłbym się nad „tym tamtym”, on musi swoje wyleżeć. Jeżeli zrozumie to dobrze, jeżeli nie wtedy dopiero się nad nim pochylę. Możemy się wyzbyć godności, ale człowieczeństwo winniśmy sobie pozostawić. Problem polega jedynie na tym, że mogę się spóźnić.